Kolejny nudny dzień w Pallet town. Obudziłem się po godzinie 10, przetarłem oczy i stwierdziłem, że znowu zaspałem do szkoły. Wygramoliłem się z łóżka, szybko założyłem spodnie, trampki, koszulkę i charakterystyczną czerwoną koszulę z białymi rękawkami i stojącym białym kołnierzykiem, oraz moją ukochaną czapkę z daszkiem, wygraną z ligi pokémon. Moim marzeniem było zostać trenerem Pokémon. W pośpiechu założyłem czarne skórzane rękawiczki bez palców i wziąłem mój czerwony plecak. Zbiegłem na dół, przebiegając jak tornado przez kuchnie. Wziąłem tylko paczkę ciastek i wybiegłem z domu. W drodze do szkoły doskwierało mi to cholerne słońce. W centrum miasteczka było jakieś zamieszanie. Zatrzymałem się i rozpychałem łokciami przez tłum. Cóż... dla szczupłego 13-latka, przepychanie się przez dorosłych mężczyzn, nie należy do łatwych zadań. Gdy dotarłem do celu ujrzałem... wysokiego chłopaka, w wieku 17-18 lat... obok niego stał Pokémon... Więc on był tym wnukiem Profesora Oaka, który przyjechał ze szkolenia dla trenerów. Został trenerem. Ja też tak bardzo chciałem nim być... Green Oak... Musiał prezentować jakieś sztuczki. Beton był osmalony. Nagle poczułem czyjąś rękę na ramieniu. Zadrżałem przerażony. Ktoś odwrócił mnie w swoją stronę. To był mój wychowawca.
-Mam Cię, gówniarzu! Wagarujesz sobie, idziemy do dyrektora. Już za dużo opuściłeś, abym Cię puścił.
Zaczął ciągnąć mnie za rękę, wyprowadzając z tłumu. Tym krzykiem zrobił niezłe widowisko, że nawet zielonooki blondyn spojrzał się z uśmiechem na twarzy. Ten uśmiech... Nie był szczery, czy miły. Szarpnąłem się mocno, wyrywając mu się, straciłem równowagę i upadłem na beton, po chwili wstałem i zacząłem biec przed siebie, z całych sił, tak, że nauczyciel nie był w stanie mnie dogonić. Byłem już na peryferiach miasta. Ujrzałem laboratorium profesora Oaka. Coś mnie podkusiło, aby wejść do środka. A więc wszedłem. Było ciemno. Pewnie wyszedł na miasto. Ujrzałem stolik, jakieś dziwne urządzenie i na nim pokeball. Podszedłem, zastanawiając się, jaki Pokemon w nim się znajduję. Nagle poczułem ból w tyle głowy i zniekształcone głosy młodego i starego człowieka. Upadłem, tracąc przytomność. Gdy się obudziłem, ból był straszny. Było już widno, gdy otworzyłem oczy, ujrzałem starszego człowieka i tego... młodego. Był to profesor Oak i jego wnuczek, Green. Złapałem się za tył głowy, patrząc swoimi wściekle czerwonymi oczami, to na piwnookiego, to na zielonookiego. Blondyn tylko uśmiechnął się perfidnie. A starszy spojrzał na mnie karcącym spojrzeniem.
-Czy z Tobą jest coś nie tak? Green mi powiedział, że widział niezłe przedstawienie z Tobą w roli głównej. - Profesor Oak był wyraźnie zirytowany. - Nie zgłoszę Cię na policje, pod jednym warunkiem. Dzisiaj pójdziesz z moim wnukiem łapać małe Weedle i Caterpie. Tylko uważajcie na Bedrile. Nie lubią, jak dotyka się ich potomstwo. - Green spojrzał na dziadka, z szeroko rozszerzonymi źrenicami otworzył buzie, jak by miał wyrazić sprzeciw, lecz tego nie zrobił. był wyższy o głowę ode mnie, miał 17 lat, blond włosy, ładnie ułożone, czarną polówkę, fioletowe rurki, czarne opaski frote na nadgarstki i glany. Wydawał się być bardzo przystojny... Od razu potrząsnąłem głową. O czym ja myślę?! No, ale mniejsza o to. Idziemy łapać Pokemony! Podekscytowany wstałem i otrzepałem spodnie. Green spojrzał w moim kierunku - Ruszajmy, młody - Rzucił przez ramię i wyszedł z laboratorium, ruszyłem potulnie za nim, a profesor Oak pomachał nam i życzył powodzenia. To się nazywa kochany dziadek. Z Pallet town, kierowaliśmy się stronę lasu Viridian. Green był jakiś mało rozmowny... Ciężko było nawiązać z nim jakikolwiek temat... Słońce dawało sie we znaki, oprócz wysokiej trawy nie było tutaj nic. Szliśmy dobrą godzinę. Chociaż Green mówił, że ten las jest dosyć daleko... W tej długiej niezręcznej ciszy, Green zaczął pogwizdywać, a potem śpiewać "W drodzę do Viridian city [...]", jednak nie był chyba taki zły... Obym się nie mylił...
Spoko :D Przypomniał mi się trochę pierwszy odcinek z tych starszych wersji pokemonów ;D
OdpowiedzUsuńTo jest żajebiste, czekam na wiecej. Faktycznie przypomnial mi sie pierwszy odcinek. Ale jak dla mnie to dobrze.
OdpowiedzUsuńhehe:D:D
OdpowiedzUsuńfajne opowiadanko xd
pare bledow sie znalazlo ale co tam xd
czekam na wiecej!:P pozdrawiam:)
Dość chaotyczne. I radziłabym przy dialogach dawać enter, bo to tak dziwnie się to czyta. Ale nie zwracaj uwagi, ja też tak piszę :D
OdpowiedzUsuńPisz więcej a dojdziesz do mistrzostwa, tyle powiem.
Skrob skrob... Nie lubię P0K3 XD Ale pisz, może coś ci wyjdzie o_O Tylko błagam.. zabiję Cię jak wyjdzie yaoi @_@"
OdpowiedzUsuńWsadź tu kalmara...
Yaoi..musi...być.. obiecałem, że bęzie, to będzie ten pierwszy raz Reda.. Green jest doświadczony :>
OdpowiedzUsuńA w ogóle dziękuję za komentarze i wypatrzenie moich nie dociągnięć ♥
OdpowiedzUsuńZajebiste <3
OdpowiedzUsuńWięcej takich <3 xD
OdpowiedzUsuńTryszja
Zajebiste opowiadanie : > .Mam nadzieję,że będziesz pisał dalej,bo już jestem ciekawa co wydarzy się w następnej części ;3
OdpowiedzUsuńWow... Wyszło nice. :3
OdpowiedzUsuńSuper,sama bym takiego nigdy nie napisała ^^
OdpowiedzUsuń~Bleu
Ale zajebiste! <33
OdpowiedzUsuńTak w sumie to Green jest brunetem... ale cóż, to mały błąd :3 Historia mi się podoba... tak Red, Green jest bardzo przystojny xD Pozdrawiam, Hirogane.
OdpowiedzUsuńBardzo fajne ;) sosbiście też zaczęłam pisać o nich tylko moje opowiadanie jest na fazie prób i błedów mimo to chcetnie wysłucham wszelkich rad ;)
OdpowiedzUsuńhttp://redxgreen-opowiadanie.blogspot.com/